Translate

środa, 11 kwietnia 2018

"Spacerkiem po Tarnobrzegu - w moim obiektywie".

Pragnę tym razem w moich powrotach do przeszłości wspomnieć tarnobrzeskich fotografików i ich zakłady. Zacznę jednak trochę nietypowo, bo nie od tych najstarszych, lecz od powstałego w 1971 roku Klubu Fotograficznego „Peryskop” przy Powiatowej Spółdzielni Mieszkaniowej w Tarnobrzegu. Pomysłodawcą i założycielem był Stanisław Szlęzak, który skupił wokół siebie grupę młodych miłośników fotografii. Ówczesne władze Spółdzielni – prezesi: Edward Antończyk i Eugeniusz Włodyka życzliwie sprzyjali tym poczynaniom. Pierwszymi zorganizowanymi przez Klub wystawami były: „Tarnobrzeskie Impresje”, „Pomniki Walki i Męczeństwa”. Na pierwszą z wymienionych wystaw przyjęto niemal bez selekcji prace o różnej wartości artystycznej i rozmiarach – od pocztówkowych po fotogramy, dlatego niektórzy ze zwiedzających mieli nawet o to pretensje do organizatorów. Przyznane nagrody były wręcz symboliczne. Ale wystawa spełniła swój cel, którego założeniem było wzbudzenie w środowisku zainteresowania fotografią. Jak już wyżej wspomniałem, Klub „Peryskop” i skupieni w nim fotoamatorzy związani byli organizacyjnie ze Spółdzielnią Mieszkaniową, więc w sposób naturalny wprowadzili do swojej twórczości i działalności tematykę interesującą swojego mecenasa. Stąd pomysł konkursu „Tarnobrzeskie Osiedla”. Prace, które na niego wpłynęły były na tyle dobre, że artykuł o wystawie pokonkursowej, jaki ukazał się w „Nowinach Rzeszowskich” (10 grudnia 1974 roku) zatytułowany został: „Sukces Tarnobrzeskich Fotografików”. Następną dużą, znaczącą imprezą zorganizowaną wspólnie z Powiatowym Domem Kultury w Tarnobrzegu był „I Ogólnopolski Przegląd Amatorskiej Twórczości Fotograficzno - Filmowej CZSMB, przy Tarnobrzeskiej Spółdzielni Mieszkaniowej”. Jury w składzie: red. Julian Garztecki z miesięcznika „Fotografia”, Przemysław Lipiński z Centralnego Ośrodka Kultury w Warszawie oraz artysta fotografik Jerzy Jawczak z Rzeszowa przyznało nagrody: I – Stanisławowi Szlęzakowi, II – Andrzejowi Pęczalskiemu z Kielc, III – Andrzejowi Napierale z Lublina. Specjalne wyróżnienie oraz dyplom Federacji Amatorskich Stowarzyszeń Fotograficznych w Polsce otrzymał niżej podpisany. Juror Julian Garztecki napisał o przeglądzie w Ilustrowanym Tygodniku „Profile” z 28 marca 1975 roku. Artykułowi swojemu dał bardzo wymowny tytuł – „Centrum Polski w Tarnobrzegu”. Budzącą ogromne zaciekawienie, wręcz sensację była głośna swego czasu wystawa: „Dziewczyny, Dziewczęta, Dziewczynki”. Organizatorami byli: Klub Fotograficzny „Peryskop” i Wojewódzki Dom Kultury w Tarnobrzegu. Na konkurs wpłynęło około trzy tysiące zdjęć z całego kraju. Co ciekawe, wiele prac wpłynęło w dziale aktu, więcej niż zazwyczaj otrzymywali organizatorzy Międzynarodowego Salonu „Venus” w Krakowie od autorów krajowych. Być może wpłynął na to brak konkurencji zagranicznej. Wśród uczestników konkursu znaleźli się fotograficy ze ścisłej krajowej czołówki, a także amatorzy ze szkolnych kół fotograficznych. Patronat nad imprezą objęło Ministerstwo Oświaty i Wychowania, fundując nagrody dla młodych uczestników. Rozmach i zainteresowanie imprezą świadczyło, że w ciągu kilku zaledwie lat powstała w Tarnobrzegu licząca się w kraju grupa miłośników fotografii, której aktywności i inwencji twórczej mogły pozazdrościć inne, mające za sobą długie lata istnienia i tradycje. Pora wymienić tu tych zapaleńców: Stanisław Szlęzak – założyciel towarzystwa, Jacek Sadrakuła, Bogdan Myśliwiec, Marian Wójtowicz, Józef Białek, Marian Obakanty, Marian Łabisz, Aleksander Dyl, Jan Szlęzak. Przepraszam, jeśli kogoś pominąłem, pamięć bowiem już nieco zawodzi. Na "venusowej" wystawie, jak już wcześniej wspominałem, było sporo aktów. W naszym małym prowincjonalnym mieście była to pewna nowość. Znaleźli się więc „amatorzy” wdzięków kobiecych i „przywłaszczono” sobie kilka zdjęć z wystawy. W związku z tym organizatorzy mieli wiele nieprzyjemności; może to stało się pośrednio przyczyną, że towarzystwo przestało istnieć. Jedni zmienili zainteresowania, inni się pożenili i na przyjemności już nie mieli czasu. Ale nie tylko o amatorach i miłośnikach fotografii chciałbym pisać. Należy przecież wspomnieć tarnobrzeskie zakłady fotograficzne, istniejące w naszym mieście już od czasów przedwojennych. Pierwszy z nich prowadzony przez pana Józefa Antończyka mieścił się w drewnianym, nieistniejącym już atelier przy ulicy Mickiewicza. Na jego miejscu mieści się teraz śmietnik zwany szumnie fontanną. Lokalizacja zakładu była dobra, w bliskości gimnazjum, przy głównym trakcie prowadzącym z kościoła, przysparzała licznych klientów. Wystarczyło spojrzeć na zdjęcia w gablocie, a już wiedziano wszystko: kto się ożenił, a kto ochrzcił dzieci itp. Historyk Tadeusz Zych tak kreśli sylwetkę fotografa: „Urodzony 6 stycznia 1902 roku w Dzikowie (Tarnobrzeg). Po ukończeniu szkoły powszechnej i zawodowej w Tarnobrzegu, wstępuje w szeregi armii polskiej, biorąc udział w wojnie polsko - bolszewickiej w 1920 roku. W połowie lat dwudziestych otwiera zakład fotograficzny w Tarnobrzegu, z czasem najbardziej znany w okolicy. W 1938 roku zdaje egzamin w Lwowskiej Izbie Rzemieślniczej, otrzymując Dyplom Mistrza Fotografii. W czasie okupacji zakład Antończyka staje się punktem kontaktowym dla tworzącej się w mieście konspiracji (m.in. dla Władysława Jasińskiego). Właściciel narażając życie pozyskiwał niemieckie zdjęcia dokumentujące ich zbrodnie na tutejszym terenie (robił dodatkowe odbitki przy wykonywaniu zleceń dla żołnierzy niemieckich). Po wojnie w latach pięćdziesiątych oddał zakład fotograficzny swojemu zięciowi Eugeniuszowi Bożkowi”. Pan Eugeniusz, absolwent KUL-u, godnie kontynuował dzieło teścia. Obecny był na wszystkich ważniejszych imprezach oraz uroczystościach kościelnych (śluby, komunie). Jego syn Dariusz Bożek, historyk i pedagog, wspomina o znajdujących się w zakładzie dwu fotelach. Jeden służył do zdjęć legitymacyjnych, natomiast drugi do zdjęć rodzinnych. Zapamiętał też numer samochodu osobowego marki „Moskwicz”, którym ojciec dojeżdżał do pracy – RT 0035. Jak mówił, był to jeszcze samochód dziadka, Eugeniusz Bożek dorobił się później „Warszawy”. „Pamiętam jak w połowie lat 50 - tych, wczesnym zimowym rankiem podjeżdżał „Moskwiczem” pod zakład i wyładowywał kawałki drewna do piecyka, aby pierwsi klienci mieli ciepło”. Uczniem jego był wtedy mój kolega z Kajmowa, później wieloletni reporter gazety „Siarka” – Stanisław Świerk. Jak przystało na dobrego mistrza, kupił swojemu uczniowi rower, by miał czym dojeżdżać do zakładu, oraz dał mu do dyspozycji aparat „Zorka”. Zazdrościliśmy mu tych prezentów. Był prekursorem pierwszych zdjęć kolorowych. Na bocznej ścianie zakładu, na zewnątrz chodnika wisiała gablota, a w niej cała galeria zdjęć: legitymacyjnych, ślubnych, chrzcielnych, prymicyjnych i chłopców w mundurach. Wystarczyło raz spojrzeć na gablotę, a już wiedziano prawie wszystko o mieszkańcach. Drugi zakład w mieście prowadził Stanisław Paź. Początkowo zakład mieścił się w starej zabudowie wschodniej pierzei Rynku, później przy ulicy Dekutowskiego. W wywiadzie dla „Echa Dnia” (1995.) z okazji jubileuszu 60 lat pracy w zawodzie fotografa mówił, że fotografią zajął się już w 1935 roku. Zapamiętał swój pierwszy aparat na szklane klisze, formatu 9 x 12 cm, osadzony na masywnym statywie. Kto się wówczas fotografował? - przede wszystkim rodzina Tarnowskich, inteligencja i Żydzi (stanowiący znaczną liczbę mieszkańców naszego miasta). Ponadto ludzie zamożni i ci, którzy mieli rodziny za granicą i wysyłali im zdjęcia rodzinne. Chłopów raczej nie było na to stać. Fotografia była dla wielu w tym czasie luksusem. Kończąc, przytoczę ostatnie zadane mu pytanie: - czy ślubne zdjęcia wykonywane u pana miały wpływ na trwałość małżeństw fotografowanych nowożeńców? - miałem raczej dobrą rękę - odpowiada mistrz. Nie przypominam sobie o żadnym rozwodzie. Zdarzyła się też zabawna historia, kiedy do zakładu razem z młodą parą przyszli ich drużbowie, aby przy okazji zrobić sobie zdjęcie, ponieważ mieli za dwa tygodnie po nich się pobrać. Korzystając z tego, że była ślubna suknia pani młodej, zrobili swoje „ślubne zdjęcie” wcześniej, tak aby na przyszłym swoim weselu mieć już gotowe. Jak się później okazało zdjęcia były, ale ślubu nie było. Do dziś pozostały wspomnienia o ludziach, dla których nie liczył się czas pracy, oraz drogie każdemu pamiątki rodzinne, jakimi są zdjęcia ukochanych osób czy utrwalone na fotografiach szczęśliwe i smutne chwile.
PS. Józef Antończyk zmarł w 1970, Eugeniusz Bożek w 1971, Stanisław Paź w 2002.
Autor: Jan Szlęzak
AFISZ Nr. 15/43 (01. - 03.2003).
Foto: Piotr Morawski



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz